Ktoś
zapewne zada pytanie - dlaczego obie damy mają wspólną
stronę
.Ano dlatego , że to praktycznie od urodzenia nierozłączna para . A
dlaczego ? To długa historia ...
Nasz pierwszy gryfonik belgijski , notabene
urodzony
w naszej hodowli , został sprezentowany mojemu Tacie . ARNOLD zrobił
błyskawiczną karierę wystawową , ale dzięki Mamie , która go
pieczołowicie pielęgnowała a z czasem też zaczęła wystawiać . Wszyscy
się śmieli , że robi za groomera , handlera a Ojciec tylko
kolekcjonuje medale i puchary . No i Mama się wkurzyła . Zażądała ,
abym poszukała dla niej suczki ...
Sprawa okazała się skomplikowana . W Polsce ich nie było . Zaczęłam
szperać na stronach zagranicznych. Znalazłam kilka ofert , ale nic mi
się nie podobało . Wymyśliłam , że dotrę do czeskiej hodowli , z
której pochodzi ojciec ARNOLDA . Długo to trwało , ale udało
się
. Zamówiłam suczkę , która dopiero miała się
urodzić .
Mało tego - nie mogła być zbyt blisko spokrewniona z ARNOLDEM , skoro
kiedyś ma zostać jego żoną . Po kilku miesiącach dostałam fotki trzech
suczek . Za jakiś czas udaliśmy się wspólnie do Czech - ja ,
Marek i Mama . Na miejsce dotarłam kompletnie wyczerpana . Cały czas
robiłam za szofera a oni spali . W dodatku w Pradze Mama zażądała
"krótkiej" przerwy na zwiedzenie Starówki . Potem
Marek
zaprosił Teściową na obiad . Mnie też , ale już miałam dość . Byłam
zmęczona tą wycieczką , robieniem fotek na każdym zakręcie i w
ogóle...Jak się potem okazało , to granie na wyczerpanie
mojej
osoby nie było przypadkowe...
Wreszcie
dojechaliśmy . Miałam robić za eksperta , więc natychmiast jedna sunie
odrzuciłam . Zastanawiałam się na dwiema pozostałymi . Zanim się
obejrzałam - Marek tulił jedną , Mama - drugą i tłumaczyli , że ta jest
OK . A wybór nie był prosty . Więc oboje w podstępny
sposób przekonali mnie , że najlepiej wziąć obie . Zmęczenie
uniemożliwiło mi jakikolwiek sprzeciw . W dodatku czekała nas długa
droga powrotna w nocy . Z ulgą wsiadłam do samochodu i natychmiast
usnęłam . Marek prowadził . Obudziłam sie po ok.200 km , ponieważ
poczułam potworny smród . Okazało się , że obie damy
załatwiły
się do kontenerka . I dopiero ten podwójny fetor uzmysłowił
mi ,
że kupiliśmy dwa psy . Jakaż ja byłam wściekła na siebie i na
przebiegłość Rodzonej Matki i Męża z wyboru . Nie usnęłam już do samego
domu...
Nad ranem dojechaliśmy . I wtedy dopiero poprawił mi się humor...Jak
Tata zobaczył dwa szczeniaki , to oznajmił , że teraz jest śpiący , ale
rano pakuje się i wyprowadza do Babci...Kurde ! Ależ się cieszyłam z
jego wsparcia...
No i wszyscy poszli spać . Jak się obudziłam to pobigłam ... do
szczeniaczków . Wtedy okazało się , że one są bardzo miłe .
Tata
spędził z nimi noc w jednym łóżku , "żeby nie płakały" i już
nie
chciał się wyprowadzać , ja uznałam , że wreszcie tchnęły więcej życia
do domu Rodziców a Mama , że to owszem będą jej sunie ,
ale zostaną zapisane na moje nazwisko , "żeby nie mieszać" i
będą
pracować na dobre imię hodowli Park Ridge , która tak
naprawdę i
tak jest hodowlą rodzinną .
I tak minęło kilka lat ... A my nie wyobrażamy sobie domu
Rodziców ( mieszkają za tzw.miedzą) bez obu dziewczynek .